Klątwa, ale już nie Wyspiańsiego

 

15977880_10154010507420870_3103136651889737760_nźródło: facebook

Teatr im. Juliusza Osterwy w Lublinie świętuje nową dyrekcję Pani Doroty Ignatjew. Uroczysta inauguracja miała miejsce wraz z premierą (14.01.2017 r.) nowego spektaklu „Klątwy” według Wyspiańskiego/Pałygi w reżyserii Marcina Libera. Sztuka podzielona jest na dwie części: pierwsza jest współczesną realizacją dramatu z 1899 roku, druga luźną wizją zainspirowaną Wyspiańskim.

W pierwszej części zachowano tekst dramatu Wyspiańskiego praktycznie w jej oryginalnej formie. Gwara z końca XIX w. została przeniesiona do współczesnych nam czasów za pomocą kostiumów, które nie odbiegają od powszechnie dziś używanych. Wprowadzone zostały nieznaczne zmiany, np. postać Pustelnika jest tu grana przez kobietę, a niektóre wypowiedzi zostały podzielone na kilka postaci, by dopasować je do realiów inscenizacji (rozmowa przez telefon Kuby i Sołtysa). Jest to historia wsi, w której mieszkańcy chcąc zaradzić suszy, muszą złożyć Bogu przebłagalną ofiarę za grzech nieczystości plebana – doprowadzają do morderstwa: Młoda pali na stosie swoje dzieci, a sama zostaje ukamienowana. Zmieniony jednak został wydźwięk tego dramatu. Wyspiański pokazuje, że chrześcijaństwo to nie Stara Wiara. Za grzechy musi być kara, ale głównym przewinieniem ludzi nie są kontakty seksualne księdza czy Kaśki z Kubą. Największą winą jest Stara Wiara i łączenie zabobonnych praktyk z wizją Starotestamentalnego okrutnego Boga Ojca. Dlatego burza, która ma być zbawienna, bo przynosi deszcz, przynosi też pioruny, które, możemy się domyślić, palą wieś.

U Libera wiara chrześcijańska (utożsamiana również z pewnymi stronnictwami politycznymi) została zrównana ze Starą Wiarą – pełną zabobonów, czarów, procesów czarownic obecnych według reżysera również dzisiaj. Bohaterowie inscenizacji w pewnym momencie przebierają się w stroje koloru moro i zbroją się. Siedzą na całej przestrzeni scenicznej z kartkami z napisem „Jestem chrześcijaninem”. Jest to nawiązanie do głośnej akcji internetowej, gdzie po ataku na chrześcijan w Roseburgu Andrzej Turczyn (szef Ruchu Obywatelskiego Miłośników Broni) oraz Paweł Chojecki (redaktor naczelny miesięcznika „Idź pod Prąd” i pastor Kościoła Nowego Przymierza w Lublinie) namawiali do publikowania swoich zdjęć z powyższym napisem oraz bronią w ręku. Domagają się w ten sposób zalegalizowania w Polsce wolnego dostępu do broni, argumentując to stanowisko potrzebą obrony cywilnej przed prześladowaniami na tle religijnym.

Według Libera znaczna część chrześcijan to hipokryci, którzy tak naprawdę nie chcą pokoju – zabijają gołąbki pokoju a znak krzyża jest nic nie znaczącym gestem. Prześmiewczo włożono w usta Sołtysa tekst przemówienia papieskiego, mówiącego o miłości miłosiernej razem z wypowiedziami polityków historii nowożytnej. Jest jedna pozytywna postać Matki, która zastanawia się nad prawdziwą wolą Boga i ubolewa nad mającymi cierpieć, niezależnie od ich winy.

Druga część spektaklu jest zbudowana z luźno powiązanych scen pełnych argumentów za przyznaniem chrześcijanom mitycznego miana bezrozumnych mieszkańców ciemnogrodu. Otwiera ją scena przypominająca obraz Rembrandta pt. „Lekcja anatomii doktora Tulpa”. XVII-wieczny obraz przedstawia publiczną sekcję zwłok – popularną w całej Europie praktykę tamtych czasów nie tylko wśród studentów medycyny, lecz także ciekawskich gapiów. Do sekcji używano zazwyczaj przestępców skazanych na karę śmierci. Nie była to jednak praktyka wyłącznie chrześcijańskich naukowców, stąd wykorzystanie takiego nawiązania jest nadużyciem.

W inscenizacji Libera mężczyźni wyglądem przypominają XVII-wiecznych rzeźników – ubrani są w krezę, bufiaste długie czarne rękawy, tegoż samego koloru skórzane fartuchy oraz spodnie i gumowe rękawiczki. Podobnie jak u Rembrandta mamy tu „nauczyciela”, który tłumaczy swym „studentom” tajniki sztuki palenia czarownic na stosie.

16142263_10154008609565870_305581264817091535_nźródło: facebook

Następnie „mentor” przechodzi do „lekcji patriotyzmu”, gdzie dokonuje zmiany pojęć sztandarowego hasła Polaków: „Bóg, honor i ojczyzna”. „Każdy w coś wierzy” – głosi nauczyciel – „jedni w Boga, a inni…”. Namawia do relatywizmu wiary, by każdy mógł wybrać w jakiego boga chce wierzyć. Zmienia również znaczenie pojęcia „ojczyzna”. Rozrysowuje litery nazwy „Polska” w kształcie pentagramu. Oznaką oddania kraju diabłu jest zmiana nazwy na „piekło”. O honorze już w ogóle nie ma mowy.

Mężczyźni przeradzają się następnie w inkwizytorów, prowadzących przesłuchanie i tortury. Młoda dziewczyna jest zastraszana i torturowana przez mężczyzn, którzy szafują imieniem Boga. Oskarżona za bycie czarownicą wydaje w końcu nazwiska innych “czarownic”. Nadchodzą wiedźmy, które towarzyszą spektaklowi od samego początku. Są przedstawicielkami tych wszystkich kobiet, które niesłusznie poniosły śmierć jako czarownice. Dołącza do nich również Młoda z dramatu Wyspiańskiego, krzycząc “wstyd” i prowadząc przed sobą drewnianego ptaszka.

Następnie przenosimy się do czeskiej kliniki aborcyjnej. Troje dzieci czeka właśnie na rozszarpanie na strzępy. Ku uciesze widowni prowadzą między sobą rozmowę bogato okraszoną wulgaryzmami i innymi żartami słownymi niskich lotów. W ten tragikomiczny sposób pokazany został dramat dzieci, a raczej płodów przedstawionych na fotografiach jako przedstawiciele rasy pozaziemskiej, czekających na śmierć, ale także matek po dokonaniu aborcji. Gromkie salwy bezrozumnego śmiechu zwiększały jedynie tragizm sceny. Był to moment tryumfu Libera, który unaocznił pozostałym widzom bezrefleksyjność części społeczeństwa w obliczu traumatycznych wydarzeń. Z niezrozumiałych dla mnie powodów zestawione to zostało z zastępem ludzi, pikietujących ze zniekształconymi obrazami tychże płodów i modlitwą “Zdrowaś Mario” na ustach.

W kolejnej scenie dochodzimy do prawdziwej “uczty”: szereg mężczyzn zachłannie i lubieżnie zajada się czarną, kleistą mazią oznaczającą resztki ludzkie. Napięcie rośnie, gdy nadchodzą wiedźmy i wznoszony jest stos z beczek z ludzkimi szczątkami wokół młodej dziewczyny. Jeden z bohaterów zachęca widownię, by podpalili go. Rozdaje zapałki. Nikt nie ma odwagi. Ten stos ludzkich, zabobonnych przekonań politycznych i chrześcijańskich wciąż tam jest. Czeka na pierwszego odważnego, który przyzna się do szatańskich kontaktów. Bo “diabeł był zawsze z tymi, którzy skazywali ludzi na kontakty z diabłem. Bo ta prosta sztuczka sprawia mu zawsze diabelską przyjemność.”

Spektakl Libera pokazuje smutną śmierć ludzkiego rozumu, oskarża nas o absurdalność naszych zachowań i irracjonalność wyborów.  Sprzeciwiam się jednak takiemu generalnemu traktowaniu religii chrześcijańskiej oraz poczynań ludzi etykietujących się tym wyznaniem. Religia to nie to samo co wiara, a rzesza ludzi zjednoczona w Kościele nie może być odzwierciedleniem zachowań kilku prawicowych polityków. Ponadto problem wyłuszczony w “Klątwach” jest niestety właściwy całemu gatunkowi ludzkiemu. Po spektaklu nie pozostaje we mnie nic oprócz uczucia żalu i politowania dla takiej “wizji” i “wizjonerów”, którzy w taki sposób pojmują rzeczywistość.

Aktorom i twórcom spektaklu należy się jednak pochwała za bardzo dobrą pracę rzemieślniczą. Wielowymiarowa, wieloaspektowa i funkcjonalna przestrzeń sceniczna projektu Mirka Kaczmarka sprzyjała reżyserskiej wizji ironicznego “świata mistycznej grozy”, która wdziera się między rzędy widzów. Wspaniałe kostiumy Grupy MIXER znakomicie dodały dziełu dramaturgii. Ogłuszająca i rozdzierająca muzyka Filipa Kanieckiego/MNSL wzmagała poczucie napięcia i wiszącego nieszczęścia – ludzkiego fatum. Jedynym elementem całkowicie zbędnym i niszczącym wizualną całość są projekcje multimedialne, bez których spektakl zupełnie dobrze by się obył.

Wyrazy uznania należą się również trzem wiedźmom: Teresie Filarskiej, Ninie Skołubie-Urydze i Jolancie Rychłowskiej, zwłaszcza tej ostatniej za zróżnicowanie charakterologiczne kolejnych postaci oraz kunszt ich odegrania. Przed równie trudnym zadaniem stanął Krzysztof Olchawa, wcielając się w postać księdza. Znakomicie tragicznie zbudowana postać ciążyła tak bardzo, że w kolejnej części aktorowi niestety nie udało się sprawnie zmieszać z tłumem.

Wyspiański marzył o stworzeniu teatru monumentalnego, walczącego. Do spełnienia tej koncepcji potrzebna jest rozbudowana i zaawansowana technika sceniczna i aktorska poddana wizji reżysera. W Teatrze im. Juliusza Osterwy te warunki zostały doskonale spełnione. Zabrało jedna jednego – idei.

 

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s